Blog > Komentarze do wpisu
wizualizacji czas - część 1 twarz.

Patrzę w lustro i co widzę ? No siebie wiadomo :P ale kim ja jestem w moich oczach. Hmm. Nie mam tu na myśli fajnego człowieka, do którego mogę się uśmiechnąć. Szanuję siebie, aczkolwiek tak po damsku chodzi mi dziś o facjatę, o widok czysto mechaniczny poczyniony mymi oczyma. W sumie ciekawe jak ty byś mnie postrzegał w wersji wizualnej. Widzę włosy, które zawsze, odkąd pamiętam kojarzą mi się z czekoladą, o tak – mleczna milka. Nie wiem czemu, ale gdzieniegdzie jest niczym malarskim pędzlem rdzawy poblask. Czyżby spadł z nieba jakiś pył miedziany ? No mam tak i już. Z racji zbliżającej się 30 – stki pewnie gdzieś pod tą czupryną, plącze się i kryje niewinny siwy włos, ale przyjmijmy to jako wabik na mężczyzn hehe. Zresztą na co dzień raczej nie dostrzegalny :P No dobra włosy okalają całą twarz. Kiedyś przeze mnie nieznoszoną a dziś … E no nie jest to jakiś dramatyczny widok – ufff. Fakt, że oczy mam dość specyficzne, ale czy ktoś z was nie chciałby stać się posiadaczem oczu w kolorze żabim ? Nie mam na myśli nadmiernego wytrzeszczu :P raczej po prostu zielono mi … I jak już kiedyś wspominałam, owa zieleń ma skłonności zmienno-barwowe i czasami w przypływie emocji przeistacza się w ciemną czeluść granatu. Dziwne to, ale nadal niepotwierdzone przeze mnie, bo jakoś do lustra to mi nigdy nie po drodze w chwili emocjonalnej burzy. Nosek „słodziaczek” pokrywa kilkanaście piegów. Ich genezy nie pamięta nikt, aczkolwiek pewnikiem jest to, że kochające słońce i ciepło moje ciało postarało się bym doskonale to wykorzystywała, wylegiwała się i wygrzewała, a przy okazji stawała się właścicielką małych groszków na nosie. Usta ach te usta. Miękkie są :P I jak mawia moja mama wkładana do nich żywność wprawia je w majestatyczne ruchy, falujące. Dobrze, że mama tylko o jedzeniu mówi :P Malinowe są i staram się tą malinę nie zamazywać jakimiś specyfikami, bo przecież nie każdy lubi mieć lepik na ustach. Ja nie lubię. Lubię się śmiać, a że mam dołeczek na prawym policzku to się nim chwalę na prawo i lewo. I sobie szpanuję wspomnianym dołeczkiem. Są jeszcze elementy dodatkowe jak uszy, ale z racji, że nie zwisają z nich pierzaste kolczyki to jakoś nie są one punktem wartym reklamy na mym licu. I tu się kończy moje lustro. Dobrze, że nie posiadam takiego wielkiego lustra jak w sklepie odzieżowym, bo bym zaraz opowiedziała historię pieprzyków na całym ciele i boskich nóg oraz …. Okej zapędziłam się. Niechaj wyobraźnia zadziała …. ciekawe czy będą części kolejne tej sagi hmm

czwartek, 16 lutego 2012, martitka2707